4bp Katarzyna Lorenc, Katarzyna Kloskowska - Kustosz a capite wypalenie zawodowe, postawy, coaching, badania satysfakcji
polski english русский 
my w mediach
strona główna
wydarzenia
usługi
referencje
publikacje
my w mediach
pracuj z nami
o nas
współpraca
kontakt
ILM72 – Badanie Stylów Przywództwa
Zmierz swoją siłę i odporność psychiczną onLine!
 
Strony www ankiety online multimedia
 
  my_w_mediach
« powrót drukuj


Jak płonąć, żeby się nie wypalić?

Zwierciadło
czerwiec 2007

Katarzyna Kloskowska-Kustosz w rozmowie z Małgorzatą Kacperek


-Dlaczego zajęła się Pani wypaleniem zawodowym?
-Przez wiele lat pracowałam w międzynarodowej firmie doradczo-szkoleniowej. Obserwowałam niepokojące objawy u moich podwładnych, współpracowników i u siebie. Widziałam, że nie potrafimy sobie radzić z dużym obciążeniem. Zaprzyjaźnieni menedżerowie wspominali mi o tym, ale po cichu. W wielu organizacjach to nadal wstydliwy problem. Pokutuje przekonanie, że nie wolno mówić o tym, że mam problemy, bo może to oznacza, że jestem słaba i nie nadaję się na to stanowisko. Przecież płacą mi za to, żebym sobie radziła! Zmęczenie, rosnące stosy papierów, brak czasu dla rodziny – stwierdziłam, że muszę zbadać, co się za tym kryje. I jak mogę pomóc sobie i innym.

-Czym jest wypalenie zawodowe?
-Definicji jest bardzo wiele, ale najczęściej mówi się, że jest to odpowiedź organizmu na chroniczny stres związany z pracą. Są trzy główne komponenty tego zjawiska: przejawiające się na różne sposoby wyczerpanie psychofizyczne, trudność w nawiązywaniu dobrych relacji oraz obniżona ocena własnych możliwości. Tacy ludzie przez innych mogą być postrzegani jako dobrzy pracownicy, ale sami nie czerpią zadowolenia z tego co robią.

-Pewnie możemy nawet nie wiedzieć, że się wypalamy?
-Może tak być. Dlatego wielkie znaczenie ma profilaktyka. Uświadamianie ludziom, by byli czujni. Nasz organizm jest bardzo mądry i wysyła nam dużo sygnałów ostrzegawczych.

-Co to za sygnały? Jak rozpoznać te pierwsze symptomy?
-Jest ich wiele. Mogą dotyczyć różnych sfer życia. W sferze fizycznej poczucie zmęczenia, zaburzenia apetytu, problemy ze snem, problemy zdrowotne, obniżenie potrzeb seksualnych, palenie tytoniu. W sferze emocjonalnej: trudności w relaksowaniu się, obniżony nastrój, poczucie pustki i braku celu, zachowania impulsywne. W sferze rodzinnej: obniżenie zainteresowania innymi członkami rodziny, niechęć do wspólnego wypoczynku, oglądanie telewizji jako sposób na ucieczkę od problemów, intensywnie przeżywany stres związany z codziennymi czynnościami. Np. nie mogę znaleźć klucza od samochodu i jestem gotowa się rozpłakać. W sferze zawodowej: utrata chęci do pracy, rosnące poczucie niekompetencji, brak pomysłu na dokonanie pozytywnych zmian.

-Co robić, jeśli zauważamy w sobie podobne sygnały?
-U podłoża wypalenia zawodowego leży nieumiejętność radzenia sobie ze stresem. Dlatego najważniejsza jest wiedza, czym jest stres i zdolność pokonywania go. Wypalenie ma kilka stopni i każdy z nich wymaga nieco innego traktowania. Pierwszy stopień jest praktycznie udziałem każdego z nas. Bóle głowy, bezsenność, przeziębienia, poczucie irytacji – takie sygnały pojawiają się od czasu do czasu.

-A my je zazwyczaj bagatelizujemy: jakoś to będzie, wezmę tabletki na sen...
-I to jest niestety pułapka, w którą wpadamy, bo jeśli je zbagatelizujemy, wchodzimy w drugi stopień. Symptomy zaczynają się utrwalać. Do tego dochodzą emocjonalne problemy: wybuchy irytacji, poczucie niezadowolenia, gorsze wykonywanie zadań zawodowych. Zdarza się, że i to ignorujemy. Wtedy grozi nam wejście w trzeci stopień. Do chronicznych objawów dołączają się choroby o podłożu psychosomatycznym: kłopoty z kręgosłupem, migreny, wrzody żołądka, napady depresji... Wtedy potrzebna jest już pomoc specjalisty, a nawet kilku: psychoterapeuty, endokrynologa, kardiologa... Choć każdy z nas jest narażony na wypalenie, są osoby, które całkiem nieźle sobie radzą z obciążeniami. Bo np. potrafią wypoczywać, zadbać o siebie, zatrzymać się, przyjrzeć się sobie i dokonać zmian w swoim postępowaniu.
-Dlaczego niektórzy tego nie potrafią? Kogo najczęściej dotyka wypalenie?
-Powiedzenie jednego z naukowców zajmujących się wypaleniem zawodowym, Jeffa Schmidta , dobrze oddaje to, o co w wypaleniu chodzi: „Nie możesz się wypalić, jeśli nigdy nie płonąłeś”. Wypalenie dotyka tych najbardziej zaangażowanych, stawiających sobie bardzo ambitne cele, często nierealistyczne. To osoby ze skłonnością do  perfekcjonizmu- wszystko chcą zrobić najlepiej. Sytuacja na rynku pracy stawia wysokie wymagania. To wszystko się nakłada: predyspozycje osobowe, klimat w pracy, a także brak świadomości i umiejętności radzenia sobie ze stresem. Z racji doświadczenia zajęłam się głównie menedżerami. Ale wypalenie dotyka wielu grup zawodowych – to plaga naszych czasów. Dlatego profilaktyka jest tak ważna. Bo wychodzenie z wypalenie może zająć całe lata.
-W jaki sposób możemy sobie pomóc?
-Najważniejsze jest nauczenie się, czym jest stres. Na początku dobrze jest postawić diagnozę: co się ze mną dzieje, jakie mam symptomy? Jest kilka obszarów, którymi warto się zająć. Pierwszy dotyczy codziennego dnia pracy. Jak go zaczynamy, jak kończymy? Taki dzień to zazwyczaj rosnąca krzywa: stres goni stres. Zaczyna się, gdy budzik dzwoni nie w porę, dzieci nie chcą wstać, kawa kipi, nie mogę znaleźć klucza, stoję w korku, w pracy sto maili, z czego trzy czwarte na wczoraj, klienci niezadowoleni, pracownik zachorował... Jeśli nie poradzimy sobie z napięciem, ono gdzieś się odłoży, skutkiem najczęściej są różnego rodzaju dolegliwości. Gdy zatem czujesz, że coś jest nie tak, zatrzymaj się i pomyśl, co możesz zrobić, żeby odzyskać równowagę. Czy w ciągu dnia rezerwujesz krótkie przerwy na odpoczynek? Pomagają proste sposoby relaksacji: wizualizacja, medytacja, wyjście z budynku i okrążenie go dookoła, wykonanie kilku ćwiczeń. Bardzo często nie umiemy mądrze zaplanować dnia, rozłożyć obowiązków. Jako osoba doświadczona kłopotami z kręgosłupem zwracam uwagę na to, co się dzieje z naszym ciałem: że np. po trudnej rozmowie kark się spina, szczęki się zaciskają. W takich momentach możemy sobie pomóc. Czasami wystarczy pięć minut.

-Taka higiena życia zawodowego...
-Tak, ale też osobistego. Dbałość o to, by oddzielić czas pracy od reszty dnia. To też kwestia działań pozazawodowych: hobby, sportów, spacerów. Czasami jednak, dopuszczamy do takiego napięcia, że proste techniki nie wystarczają.

-Pewna osoba opowiadała mi o tym, że próbowała czasami się zrelaksować, odprężyć. Ogarniała ją wściekłość! Czy relaksacja może być tak trudna?
-Długo uczyłam się odpoczywania. Świetnie pamiętam okres, kiedy strasznie mnie denerwowało, że nie potrafię się odciąć od trudnych myśli. Gdy fundowałam sobie masaż, denerwowałam się, że to tak długo trwa. Ale to sygnał: przystopuj, bo idziesz w złym kierunku!

-Co jeszcze możemy zrobić, by nie iść w złym kierunku?
-Przyjrzeć się sobie jako źródłu stresu: nierealistycznym wymaganiom, które sobie stawiamy, tyranii powinności. „Powinnam być świetną matką, świetną żoną, mieć zawsze czas dla swoich ludzi, być na bieżąco...”. Do niczego to nie prowadzi poza nieustającą frustracją. Trzeba zacząć przyłapywać siebie na tych nierealistycznych oczekiwaniach, a potem zamienić je na realistyczne. Bo np. nie mogę mieć zawsze czasu dla swoich ludzi, ale mogę wyznaczyć określone godziny na spotkania. To także umiejętność stawiania sobie celów: sprecyzowanych, określonych w czasie, ambitnych ale realnych.

-A jak odróżnić nierealistyczne cele od zwykłych ambitnych planów.
-Trzeba zastanowić się, czy cel jest sprecyzowany, czy wiem, po czym będę poznawała, że idę w dobrym kierunku. Warto również określić najważniejsze cele. I te urealnić. Jeśli np. chcę być na bieżąco z wiedzą branżową, raz w tygodniu przez godzinę będę czytać takie i takie miesięczniki czy literaturę. To konkretny cel, z którego mogę się rozliczyć. Kolejna rzecz, na którą trzeba uważać , to krytyczny dialog wewnętrzny. W trudnych sytuacjach bardzo często sobie dokopujemy i negatywnie komentujemy to, co się dzieje. „Jak ty głupia mogłaś tego nie wiedzieć, nie przewidzieć, tak się zachować!”. Ciekawym ćwiczeniem może być rozmawianie ze sobą jak z przyjacielem. Następny obszar, któremu się przyglądamy, to obszar wpływów i organizacja jako źródło stresu.

-Czyli czynniki zewnętrzne?
-Tak. Wiele osób mówi o tym, że miejsce, w którym pracują, jest beznadziejne: „Mam głupiego szefa, za dużo zadań...”. Niektórzy radzą sobie z takimi stresorami. Inni nie – bo koncentrują się na tym, na co nie mają wpływu. To musi prowadzić do frustracji. Warto uświadomić sobie, na co narzekam, co mnie najbardziej stresuje i czy mam na to wpływ? Czy sama mogę zrobić coś, żeby to zmienić. Jeśli okazuje się, że nie mam na to wpływu, zastanawiam się, co mogę zrobić dla siebie, żeby ograniczyć skutki tego stresora? Gdy stoję w korku, a spieszę się na ważne spotkanie w pracy, mogę się wściekać, ale mogę też pośpiewać, posłuchać muzyki, skoncentrować się na oddychaniu, żeby zmniejszyć napięcie. Takie proste działania uczą przełamywania bezradności.

-I dbałości o siebie.
-Jak najbardziej. Oczywiście ideałem byłoby, gdyby organizacja również myślała o tym, co może zrobić dla swoich pracowników, żeby zmniejszyć obciążenie.. Kolejny obszar to relacje z innymi. Często w pracy jesteśmy skazani na bardzo trudne relacje- niezadowoleni klienci, szefowie. Zmęczeni emocjonalnie po przyjściu do domu myślimy tylko o tym, żeby wszyscy dali nam spokój. Jeśli ktoś widzi, że odcina się od bliskich, powinien zatrzymać się na moment i zrobić bilans relacji. Ile jest tych obciążających, wymagających wysiłku, a ile tych ważnych, wspierających, dobrych. Jeśli brakuje równowagi, zastanawiamy się, jak ograniczyć te obciążające i zadbać o te wspierające.

-Czy podatni na wypalenie nie mają jednak problemu z proszeniem o wsparcie?
-Nie ma tu reguły. Ale kobietom łatwiej jest się przyznać do tego, że sobie nie radzą. Mężczyźni szukają wsparcia, kiedy symptomy są już bardzo silne. Nie przyznają się do tego, że odczuwają stres. Jest mnóstwo badań na ten temat. Np. w czasie wojny tych mężczyzn, którzy twierdzili przed akcją, że się w ogóle nie boją, dotykały nagłe niedowłady, paraliż. Ciało w ten sposób radziło sobie z napięciem. Przyznawanie się przed samym sobą do trudności jest ważnym elementem radzenia sobie ze stresem. Problem można rozwiązać tylko wtedy, kiedy się go nazwie. Kobietom z kolei znacznie trudniej jest się wyciszyć po ciężkim dniu pracy.

-Zalecenie, by zadbać o podział na vita activa i vita contemplativa powtarzane jest od starożytności.
-Wiele mamy do zrobienia z vita contemplativa. Amerykanie, kiedy mówią o swoich zadaniach, obowiązkach, pytają: „Co masz na talerzu?”. Co jakiś czas patrzę na ten swój talerz i to samo zalecam swoim klientom. Wypisuję wszystko, co robię w ciągu typowego tygodnia: obowiązki, zadania (zawodowe, osobiste), przyjemności. Zastanawiam się, co mogę wyrzucić, żeby było więcej równowagi. Bo czasami mądrość polega na wyeliminowaniu pewnych rzeczy, których wcale robić nie musimy. Pytam, co może zrobić ktoś inny, czego mogę robić więcej, czego mniej, co inaczej i co chcę utrzymać.

-Pewnie bałabym się tego, co się okaże: jak ja żyję!?
-Taka konstatacja też jest potrzebna. Część osób może mówić: „Tego zmienić nie mogę, a tu się nie da nic zrobić...”. Wierzę, że zawsze coś można zmienić: lepiej planować, delegować. Chodzi o umiejętności, które mamy, ale nie bierzemy ich pod uwagę. Na pierwszej sesji coachingowej proszę klientów o narysowanie „koła życia”. Dzielimy je tak, aby znalazły się tam wszystkie ważne obszary naszego życia, np. praca, pieniądze, zdrowie, rodzina, partner, przyjaciele, rozrywka, zainteresowania. Zaznaczamy poziom satysfakcji z każdej sfery. I nasze koło zaczyna wyglądać tak... (pani Katarzyna rysuje)

-Już nie przypomina koła.
-Pojawia się pytanie: jak nam się na tym jedzie?

-Wyboiście.
-Pytamy zatem, na który z tych obszarów należy położyć większy nacisk, żeby dokonały się pozytywne zmiany w pozostałych. Jeśli zainwestuję w karierę, to jak to wpłynie na pozostałe sfery?

-Bardzo holistyczne podejście.
-Myślę że to podejście może się przysłużyć i nam, i firmom. Koncentrowanie się tylko i wyłącznie na efektywności, nic dobrego nie przynosi. Na szczęście jest coraz więcej świadomych organizacji. Świadomość, że na wypalenie zawodowe są narażeni najlepsi pracownicy, którzy chcą coś osiągnąć, powoduje, że organizacja nie może już sobie powiedzieć: „Wyciśnijmy, ile się da, a potem znajdziemy innych”. Pomaganie takim ludziom staje się inwestycją.

-Bo przecież nie chodzi o to, żeby w ogóle nie płonąć?
-Nie, nie! Chodzi o to, żeby płonąć mądrze.